środa, 27 listopada 2013

Rozdział 3

Ten rozdział dodaje calkiem nowy^^ A no i załozyłam tego bloga z powrotem bo Kimi chciala go sobie poczytać:) Szablon zrobię kiedy będę miała czas:P:P
Więc kochana proszę:P:P może znowu zaczna go pisać:) właśnie sama mam zamiar go trochę poczytać, więc zobaczymy...a i tak dla umilenia muzyczka:)




Wróciłem do swojej komnaty, oczywiście przez okno. Wystarczyło, że dobrze odbiłem się od ziemi i wskoczyłem przez nie. Miałem teraz czas na przestudiowanie wszystkiego co mi mówiła. Jak to wcześniej określiła, byłem teraz nadczłowiekiem, a prościej wampirem. Popatrzyłem na zegarek, wskazywał dopiero drugą, do świtu mam jeszcze trochę czasu. Podszedłem do drzwi i nacisnąłem klamkę, szybko jednak ją puściłem. Skóra na dłoni przypaliła mi się, srebro to mój słaby punkt, a klamka była wykonana z tego właśnie metalu. Szybko zbliżyłem się do szafy i wyciągnąłem z niej rękawiczki do konnej jazdy, były one grube, więc srebro nie powinno mi teraz szkodzić, rana przez ten czasu się uleczyła. Teraz bez problemu wydostałem się z komnaty. Na korytarzu była cała moja rodzina, klęczeli, modlili się. Matka pierwsza spostrzegła moją obecność, podniosła się i rzuciła mi na szyję.
-Dzięki Bogu - wyszeptała. Ojciec stał za nią, cały się trząsł, był wściekły. Kiedy oderwała się ode mnie podszedł bliżej i uderzył mnie otwartą ręką w głowę.
-Obiecałeś mi! - wykrzyczał - jesteś gorszy nawet od Sasuke! Myślałem, iż jesteś dorosły, że umiesz podejmować decyzję, a tak się pomyliłem...zawiodłeś mnie..
-Ojcze zrozum, to nie było takie łatwe. Szło mi dobrze, aż spotkałem Maderę i to on mnie zranił...
-Jak on mógł - wyszeptał Sasuke, był zły, widziałem to w jego oczach. Nastała cisza, nikt nie śmiał jej przerwać.
-Jesteś głodny prawda? karzę ci przyszykować jedzenie - zaproponowała nagle, popatrzyłem na nią zmieszany. Jak miałem jej powiedzieć, że nie jem już tak jak zwykle?? Skinąłem głową na znak zgody, ucieszona szybko  pobiegła do kuchni na sam duł. Zostałem z ojcem i bratem, obaj wpatrywali się we mnie przez dłuższą chwilę, nagle ojciec odwrócił się i ruszył w kierunku swojej sypiali, Sasuke za nim do swojej. patrzyłem na ich sylwetki jak znikają za rogiem, teraz byłem dla nich potworem. Mogłem zginąć, przynajmniej nie patrzyli by na mnie takim wzrokiem. Nie wiem czy się mnie brzydzą, czy boją, ale to jest nie do zniesienia. Nie chce tak żyć! Nigdy nie wierzyłem w magię, a teraz jestem jej dłużnikiem. Dzięki niej mogę żyć, ale za jaką cenę? Jak wspomniała Tamafunę, jestem skazany na wieczna samotność. Wszedłem do swojego pokoju, zdjąłem rękawiczki i rzuciłem je na krzesło stojące obok stołu. Podszedłem do łóżka i się na nim położyłem, musiałem teraz wszystko przemyśleć. Właśnie zaczynam nowe życie i muszę się sam z nim uporać, najbardziej boję się, że skrzywdzę kogoś mi bliskiego. Teraz odczuwam lekkie mrowienie w gardle, muszę szybko coś zjeść, nie chce stać się bestią, pożerającą wszystko wokół. Poniosłem się szybko z posłania, usłyszałem kroki matki, zarzuciłem na siebie pelerynę i wyskoczyłem przez okno. Do wschodu słońca zostało jeszcze kilka godzin, za ten czas muszę się pożywić. W klika sekund znalazłem się w centrum miasta. Kaptur zakrywał mi twarz, więc nikt nie mógł mnie rozpoznać. Szedłem powoli, rozkoszując się pełnią księżyca i zapachami ludzkich ciał. Zatrzymałem się przed oberżą, wszedłem do środka i zająłem miejsce w samym tyle. Przecież jak pożywię się na dziwce, to nic się nie stanie? Te kobiety już dawno przestały nimi być, każda niewiasta powinna się szanować, a one tego szacunku nie mają do siebie. Przypuszczam, że większość z nich wybrała tą pracę, aby mieć z czego żyć, ale i tak nie pochwalam ich wyboru! Podeszła do mnie jedna z nich. Nosiła okulary, miała długie, rozpuszczone, czerwone włosy i tego samego koloru oczy. Ubrana była w obcisłą, fioletową suknię z dużym dekoltem, który odkrywał większość biustu, pod piersiami miała mocno zawiązany, różowy gorset, dziwie się, że oddychała. Dół sukni odsłaniał jej kostki i był w całości obszyty białymi falbanami. Na nogach miała fioletowe pantofelki obszyte satyną.
-Czy chce pan bym mu potowarzyszyła? - zapytała siadając naprzeciw mnie. Nie była za łada, ale czy to ma jakieś znaczenie skoro mam ją i tak zabić?
-Tak, chcesz się czegoś napić? - zaproponowałem, przytaknęła i zawołała swoją koleżankę, która obsługiwała gości.
-Przynieś nam najlepszego wina - mruknęła i spojrzała na mnie. Nic nie powiedziałem, więc ją to ucieszyło. była zadowolona, że przytrafił się jej bogaty klient. Po chwili kobieta wróciła z butelką wina i dwiema szklaneczkami, położyła je na stole i odeszła.
-Jak masz na imię? - zapytałem, spojrzała na mnie i zaczęła otwierać wino.
-Karin - powiedziała nalewając trunku do szklaneczek, jedną mi podała. Obok stolika był duży wazon z kwiatami, podniosłem szklankę i udałem, że piję, gdy odwróciła głowę w bok szybko wylałem całą zawartość do wazonu. Dziewczyna gadała jak najęta, nie wiedziałam nawet o czym. Nienawidzę takich gaduł, jak się z kimś rozmawia, to mówi się z sensem, a nie to co ślina na język przyniesie! Ta kobieta jest bardzo wkurzająca, wyświadczę światu przysługę jak ją zabiję! Karin zamówiła jeszcze trzy butelki wina, częstowała mnie nim, lecz odmawiałem. Wszystko wypiła sama, upiła się.
-Więc idziemy do ciebie czy do mnie? - zapytała nagle nachylając się nad stolikiem. Czułem od niej mocny zapach alkoholu, jeszcze trochę a byłaby nieprzytomna.
-Do ciebie - odpowiedziałem obojętnie. Dziewczyna wstała, ledwo, ze stała na nogach. Podeszła do mnie i złapała za rękę.
-Ale jesteś zimny - oświadczyła na głos - nie martw się ja cie rozgrzeję!
Pociągnęła mnie za sobą. Wchodziliśmy krętymi schodami na górę, doszliśmy do dużych drzwi, Karin wyciągnęła klucz i je otworzyła. Mym oczom ukazał się długi, jasny korytarz. Wiele "dam" pokroju Karin chodziło po nim. Całe szczęście miałem na głowie kaptur, więc nie mogły zobaczyć mojej twarzy. Jako książę byłem znany, więc nie mogłem sobie pozwolić na to by ktoś mnie rozpoznał w takim miejscu. Przeszliśmy kilka kroków i zatrzymaliśmy się przed czwartymi drzwiami. Otworzyła je i wciągnęła mnie do środka. Popchnęła mnie na łóżko i zamknęła drzwi na klucz. W pokoju było ciemno, lecz wszystko widziałem dokładnie. W moich oczach pojawił się szkarłat, wysunąłem kły, które tak długo kryłem. Teraz już nic mnie nie powstrzyma! Rudowłosa dziewczyna zdjęła suknię i w samej halce podeszła do łóżka.
-Teraz jesteśmy sami, możesz ściągnąć kaptur. Moi klienci jak chcą zostają anonimowi. Po wszystkim możesz wyjść wejściem, którym schodzi się na końcu korytarza. - sięgnęła ręką po krzesiwo, aby zapalić kaganek. Złapałem ją za rękę i pociągnąłem na łóżko.
-Wole jak jest ciemno.
-Rozumiem - objęła mnie za szyję i zaczęła całować. Przewróciłem ją na plecy, tak, ze na niej leżałem. Przerwałem pocałunek, który nie sprawiał mi przyjemności. Popatrzyłem na jej szyję, widziałem dokładnie na niej pulsującą tętnicę. Zbliżyłem się do niej, wciągnąłem przyjemny zapach jej ciała. Już miałem zanurzyć swe kły w niej, lecz nie mogłem. Coś mnie powstrzymało, ale nie wiem co, znieruchomiałem.
-Tylko mi nie mów, ze to twój pierwszy raz - wybuchła śmiechem. Zszedłem z niej i usiadłem na krawędzie łóżka. Co ja wyprawiam... Kilka godzin temu tez byłem człowiekiem, a myślę tylko o zabijaniu. Co się ze mną dzieję?
-Hej... nie przejmuj się - mruknęła za mną. Wstała i przytuliła się do moich pleców, zamykając w swych ramionach. - za pierwszym razem zawsze tak jest. Ale ja cie pokieruję - starała się mnie pocieszyć, ale to pocieszenie nie jest mi potrzebne. Nie takiego pocieszenia potrzebuje...chyba wole umrzeć z głodu niż ją zabić. Czułem w gardle piekący ból, nasilał się z każdą minutą. Ręce dziewczyny powędrowały do mojej męskości. Zaczęła mnie pieścić, lecz mnie to nie obchodziło, musiałem walczyć z pragnieniem! Wstałem uwalniając się od niej.
-Ale jesteś nerwowy - zaśmiała się i zeszła z łóżka. Stanęła obok mnie.
-Zostaw mnie - warknąłem na nią. Chwyciłem się za gardło, nie wytrzymam już! Popatrzyłem na nią, widziałem każdą żyłę w której płynęła krew.
-O boże! - zatkała swoje usta dłonią i cofnęła się o dwa kroki do tyłu - twoje oczy... - wyszeptała. To teraz się wydało, muszę ją powstrzymać.
-POM... - zatkałem jej usta dłonią, w ostatniej chwili zdążyłem.
-Nie krzycz - szepnąłem jej do ucha. Szarpała się, lecz nic jej to nie dawało, ponieważ trzymałem ją bardzo mocno. Traciłem powoli siły, jej zapach działał na mnie jak narkotyk, wabił i osłabiał.  w Gardle paliło mnie niemiłosiernie, nie byłem w stanie tego wytrzymać.  - przepraszam - zamknąłem oczy i zanurzyłem kły w jej szyi. Nagle znieruchomiała, lecz sie tym nie przejmowałem, czułem ulgę. Piekący ból zelżał, smakowała mi jej krew. Z każdym łykiem czułem się silniejszy, wyostrzały się moje zmysły. Zapach posoki przyprawiał mnie o dreszcze, jej strach mnie podniecał, a ciało, które stawała się zimną kłodą, zachwycało. Skończyłem, nie zostawiłem w niej ani kropli. Puściłem ją, pusta skorupa upadła na ziemię z cichym łoskotem. Głośno westchnąłem, czułem się wspaniale. W sobie czułem jej ciepłą krew, chciałem więcej, musiałem więcej dostać! Usłyszałem kroki, a następnie pukanie do drzwi.
-Karin twój klient nie zapłacił za wino i za twoje usługi. Otwórz chce z nim porozmawiać - popatrzyłem na martwą dziewczynę. Nie mogę pozwolić, aby tu wszedł i ją zobaczył. Podszedłem do okna i je otworzyłem. Wyjąłem z kieszeni kilka złotych monet, zbliżyłem się do drzwi i przepchnąłem pod nimi pieniądze. - Przepraszam, że przeszkodziłem - powiedział. Usłyszałem jak zbiera monety, gdy skończył, szybko odszedł. Poczułem ulgę, a teraz muszę pozbyć się ciała, w przeciwnym razie stanie się taka sama jak ja... Zacząłem szukać zegarka w pokoju, znalazłem go obok szafy, wskazywał za pięć czwarta. Spojrzałem przez okno, było jeszcze ciemno, ale długo to nie potrwa. Podszedłem do Karin i przerzuciłem jej zwłoki sobie przez ramię. W drzwiach przekręciłem klucz i lekko je uchyliłem. Podbiegłem do okna i przez nie wyskoczyłem razem ze zwłokami. Pobiegłem szybko w stronę gór, były oddalone jakieś siedemdziesiąt kilometrów od oberży. Po kilku minutach byłem już na miejscu, zrzuciłem ciało z siebie i począłem gromadzić drewno. W kilka sekund nazbierałem ogromną kupę chrustu, na samym szczycie ułożyłem zwłoki dziewczyny. Wyjąłem z kieszeni krzesiwo i je podpaliłem.