środa, 27 listopada 2013

PROLOG


Ludzie nie wiedzą co to śmierć, dopóki nie staną z nią twarzą w twarz. Nie wiedzą jak człowiek cierpi, jak zmaga się z ciemnością ogarniającą jego ciało. Gdy umierasz, śmierci towarzyszy melodia, jedni myślą, że to anioł śpiewa pieśń, aby móc wstąpić do nieba, drudzy zaś, iż to diabeł wabiący zbłąkane dusze do piekła. Nikt tak naprawdę nie wie, co dzieje się z duszą po śmierci. Czy idzie do nieba, a może do piekła, a może błąka się gdzieś na bezdrożach? Czy te dwa światy tak w ogóle istnieją? Może to tylko wyobrażenie artystów malujących obrazy i piszących wiersze? Nikt jeszcze nie powrócił zza światów, aby móc to potwierdzić. Wierzymy w Boga, tak jak i w diabła, upadłego anioła, który sprzeciwił się Bogu i został wygnany z raju. Wiara to potężna moc, dzięki niej potrafimy podnieść się po stracie kogoś bliskiego, po utracie wszelkiej nadziei.
Ktoś kiedyś mi powiedział, że istnieje drugie życie, lecz najpierw musisz umrzeć, aby móc narodzić się na nowo. Ale jako kto? Kim staje się człowiek, po ponownych narodzinach? Czy to w ogóle jest możliwe, czy to kolejna bajka wymyślona przez poetów? Możliwe, że człowiek dostaje drugą szansę od Boga i odradza się? Może żyć jak dawniej, jako ta sama osoba? Czy odradza się w innej formie, jako zwierzę, czy roślina? Czy reinkarnacja nie jest czasem bajką wymyśloną, aby pocieszać umierających? Dając im nadzieję, iż jutro odrodzą się jako kwiat czy ptak? Im więcej się nad tym zastanawiam, uważam to za niemożliwe. Jak człowiek może odrodzić się na nowo skoro umrze? To etycznie niemożliwe, i niech nikt mi nie mówi, że to magia! Czary nie istnieją na tym świecie, te wszystkie czarownice palone na stosie, to absurd! Skoro posiadają moc, to czemu się nie uratują, tylko błagają o litość? Jestem księciem, następcą tronu, gdy obejmę władzę, to wszystko się skończy! Nie pozwolę ginąć niewinnym niewiastom!
Była ciepła letnia noc, gwiazdy błyszczały się na niebie, wiał lekki wietrzyk bawiąc się moimi włosami. Pojechałem na przejażdżkę konną do lasu. Usłyszałem krzyki, skierowałem konia w tamta stronę. Wjechałem w głąb lasu, zobaczyłem kobietę szarpiącą się z grupką mężczyzn, gdy mnie zauważyli, poczęli uciekać, nie goniłem ich. Podjechałem do kobiety.
-Wszystko w porządku? - zapytałem.
-Tak...dziękuje, odwdzięczę się za ratunek... - uśmiechnęła się. Zauważyłem na jej rękach głębokie rany, krwawiła bardzo intensywnie. Zeskoczywszy z konia, uchwyciłem jej rękę, lecz zaraz ją wyrwała.
-Nie bój się, musimy to opatrzyć.
-To nie będzie konieczne - cofnęła się o dwa kroki do tyłu, usłyszałem syknięcie, upadła na ziemię trzymając się za stopę. Ukląkłem przy niej, na ziemi leżał srebrny łańcuch, czy to ją zraniło. Popatrzyłem na stopę, rana była podobna do tych na rękach.
-Co to jest? - spytałem zmieszany. Nie wiedziałem o co chodzi. wziąłem do rąk łańcuch, nic mi nie robił. Popatrzyłem na kobietę, lecz jej już nie było. - Hej! - odwróciłem się, lecz byłem sam. Gdzie ona znikła? Nie rozmyślałem nad tym dłużej, nie chciała mojej pomocy to cóż, wskoczyłem na konia i wróciłem do pałacu. Przez całą drogę myślałem nad tymi ranami, i czemu ten łańcuch zostawiał je na jej skórze? Jest to bardzo dziwne... muszę coś o tym się dowiedzieć!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz